Dla rządu samoloty z odzysku

2009-02-25

Naszego rządu nie stać na nowe samoloty. Dlatego ministrowie będą latali samolotami z odzysku.

Jak pisze "Rzeczpospolita" 29 stycznia 2009 przedstawiciele MON wraz z Tomaszem Arabskim (szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów) ustalili, że przetarg na samoloty dla rządu nie będzie dotyczył nowych maszyn tylko samolotów używanych.

Do tej pory planowano kupić nowe maszyny. Wymogi spełniały samoloty tylko trzech firm: Gulfstream ze Stanów, Dassault z Francji i Bombardier z Kanady. Okazało się jednak, że w obliczy kryzysu rząd musi zacisnąć pasa...

Jakie są plany? Co będzie zamiast nowych maszyn? Kupione mają zostać dwie dwuletnie maszyny o zasięgu do ok. 5 tysięcy kilometrów (co oznacza, że samoloty będą latać tylko po Europie). Maszyny te mają do nas trafić do końca 2009 roku. Przewidziano również zakup trzeciego samolotu, ten jednak miałby trafić w nasze ręce dopiero w 2012-2013 roku.

Problemem jest to, że plan zakupu zakłada kupno samolotów pasażerskich. Eksperci lotniczy uważają, że założenia MON i rządu są błędne. Dlaczego? Samoloty pasażerskie trzeba będzie przebudowywać. W efekcie bardziej opłacalne będzie kupno nowych ale gotowych do podróży samolotów, niż starszych maszyn, które będą wymagały modernizacji.

Co robi rząd? Czy nasi ministrowie będą wreszcie mieli czym latać?

Aktualny skład floty, z której korzysta rząd:

  • 4 samoloty Jak-40 (wiek – 30 lat) Godzina lotu kosztuje 15 tysięcy złotych.

  • 2 samoloty Tu-154M Lux (wiek – 20 lat). Zabiera na pokład do 180 pasażerów. Max. prędkość to 950 km/h. Godzina lotu kosztuje 36 tysięcy złotych

  • 3 samoloty Bryza (kilkuletnie). Godzina lotu kosztuje 5,3 tysiące złotych

  • 7 śmigłowców Mi-8

  • 3 śmigłowce Sok

  • 1 śmigłowiec Bell

 Czy to tymi samolotami będą latać Polacy? To brazylijski Embraer 145, jeden z potencjalnych kandydatów